ZAPOWIEDŹ MIOTU

ZAPOWIEDŹ MIOTU

W pierwszej połowie grudnia spodziewamy się narodzin szczeniąt !

Rodzicami zostaną:

HAPPY HIPPIE Drapichrust   i  PASSIONATE PABLO Drapichrust

Info o rodzicach  można znależć w ich indywidualnych zakładkach - proszę kliknąć na imię suczki / psa.

 Skojarzenie to jest powtórzeniem skojarzenia z 2014 roku - zdjęcia szczeniąt z tego miotu można obejrzeć  TUTAJ

 Poniżej rodowód oczekiwanych szczeniąt :

rod Pablo Popylka

 W tym miocie spodziewamy się szczeniąt z włosem gładkim.


**********

BĘDĄ SZCZENIACZKI !

"Temat" zaczyna się właściwie już w momencie, gdy podejmiemy decyzję o powołaniu na świat maluchów.

 Rozglądamy się za reproduktorem i myśląc intensywnie, porównując cechy potencjalnych tatusiów i studiując rodowody (tak, tak - bo "poważny" hodowca nie kryje wyłącznie i najchętniej  psem sąsiadów lub własnym - bo najbliżej a i najtaniej ;) - podejmujemy decyzję.  Po podjęciu decyzji (jak nam się wydaje sensownej - ale przekonamy się o tym tak naprawdę po wielu miesiącach) pozostaje nam jedynie spędzić kilka dni w podróży i powrócić uboższym o określoną, często niebagatelną kwotę .

Czekamy. Obserwujemy suczkę, przeżywamy dziesiątki rozterek (czy aby na pewno się "udało" ?). Robimy USG - SĄ ! Dogadzamy suczce, przejmujemy się jej brakiem humoru i apetytu. I CZEKAMY NIECIERPLIWIE !

Doba przed ustalonym terminem porodu. Nie śpimy, mierzymy suczce temperaturę, wychodzimy co godzina "na siusiu" i coś więcej. Staramy się być odporni na błagalny wzrok, histeryczne nieraz pojękiwania, jesteśmy (jak nam się wydaje) opanowani , zwarci i gotowi do .... no właśnie.

Zaczęło się! Działamy: pomagamy, zmieniamy to co zabrudzone, masujemy, podtykamy do sutków, znowu pomagamy. Wcale nierzadko wpadamy w panikę, jedziemy do umówionego weta i .... mamy szczęście, jeżeli wszystko odbyło się wyłącznie siłami natury. Bo różne problemy okołoporodowe nie są wcale tak rzadkie jakby się wydawało. Jeżeli obyło się bez cesarki a wszystkie szczeniaczki są żywe , ruchliwe i przy apetycie - cieszymy się bo jest z czego !

1-3 doba. Śpimy "w locie",  generalnie - czuwamy i doglądamy:
- czy wszystkie szczeniaczki mają jednakowy "napęd" do ssania i czy któryś nie ma problemów z "zasysaniem się". Jeżeli tak - pomagamy, przykładamy, pilnujemy, żeby się najadł.
- czy kupki są dobrej konsystencji, brzuszki okrągłe, czy po zjedzeniu maluchy śpią spokojnie. Czy nie piszczą często - bo to nie jest dobry znak.
- czy suczka wylizuje brzuszki, okolice ogonków. Czy akceptuje wszystkie maluchy, czy nie wpada w histerię, czy nie jest zestresowana i obojętna lub co gorsza - wrogo nastawiona do dzieci. "Nietypowe" zachowania zdarzają się zwłaszcza tym suczkom, które mają szczeniaczki po raz pierwszy. Ale nadopiekuńczość suczki-mamy także bywa mocno kłopotliwa...

3-7 doba. Jak wyżej plus doglądamy suczkę - czy nie ma zastoju pokarmu, zmienionych okolic sutków, rozwolnienia, czy nie wymiotuje, czy nie ma temperatury podniesionej ponad miarę. Zmieniamy podkłady na legowisku, obmywamy suczce okolice ogona. Szykujemy lekkostrawne i pożywne posiłki dla suczki, robimy bawarkę jeżeli to wskazane. I sto innych rzeczy, o których bezustannie pamiętamy .

2 i 3 tydzień. Najlepszy czas dla hodowcy :) . Sytuacja się ustabilizowała - szczeniaczki rosną, suczka "normalnieje" - jest spokojniejsza, chętniej wychodzi "na siusiu". Te "niezaradne" już wiedzą o co chodzi - wylizują, zagarniają, podsuwają.
Jeżeli nie przytrafi się nam jakaś nieprzyjemna sprawa (np. rozwolnienie u szczeniorków) mamy chwilkę oddechu: suczka praktycznie samodzielnie ogarnia opiekę nad dzieciakami . Oczywiście pozostaje nam wzmożona opieka nad suczką (karmienie, spacerki, utrzymanie legowiska w czystości etc). No i oczywiście ta sławetna już "stymulacja" szczeniąt:  przy sprzątaniu legowiska (robimy to ze dwa razy dziennie) bierzemy maluszki do ręki - przekładamy na czas sprzątania. Przy okazji głaszczemy, miziamy, całujemy. I to jest najbardziej naturalna wczesna stymulacja maluchów :)

4 tydzień. Szczeniaczki zaczynają być ruchliwe, mobilne, ciekawe świata. Zaczynamy dokarmianie maluchów a suczka coraz mniej chętnie po nich sprząta. Więc.... przyrasta nam sprzątania. Bo nie wiem jak inni ale ja nie znoszę widoku szczeniąt upapranych we własnych gó....nkach. A i towarzyszącego zintensyfikowanego "zapaszku".  Wiec - sprzątam nieomal .... "na okrągło"  ;)
Pokazujemy maluchom świat, zapoznajemy je ze zjawiskami (choćby tylko w mieszkaniu) i różnymi sytuacjami. Jeżeli jest taka możliwość i sprzyjająca pora roku - wynosimy na zewnątrz. I pilnujemy lub zabezpieczamy, bo ekspansywność i pomysłowość rosnących szczeniąt jest .... nieograniczona! A lepiej mieć żywe i zdrowe szczeniorki trzymane w szczenięcym kojcu  niż problem ze szczeniakiem "nadzianym" np. kamyczkami, które pożarł w ramach poznawania świata...
Uważam, że ten czasokres ma OGROMNE znaczenie w kształtowaniu psychiki szczeniąt. Im więcej w tym czasie pozytywnych bodżców i kontaktów z człowiekiem - tym większe zadatki na fajny psi charakter w przyszłości.

5-8 tydzień. Coraz intensywniej dokarmiamy maluchy - 4 razy dziennie. Coraz więcej sprzątania. Maluchy coraz ruchliwsze i baaardzo ciekawe świata - i takie poznawanie powinniśmy im umożliwiać !
Odrobaczamy, szczepimy, uzupełniamy dokumentację hodowlaną. Ustalamy nowe domy dla szczeniąt i przygotowujemy siebie i szczenięta do wydania nowym opiekunom.

Mamy tylko dwie ręce (no, możemy jeszcze liczyć na dodatkowe pary rąk członków rodziny), a doba ma tylko 24 godziny.
Chudniemy kilka kilogramów.

Czasem tak myślę, że jednak jest sporo racji w powiedzeniu: "Są dwa piękne momenty w życiu hodowcy - pierwszy jak się szczenięta rodzą i drugi - jak WRESZCIE odchodzą do nowych domów" ;)

Praca hodowcy przy odchowaniu szczeniąt jest b. duża - jeżeli chcemy zapewnić i im i suczce odpowiedni "poziom". Bez sensu jest pisanie o kosztach hodowcy - to przecież nie tylko koszt wyżywienia suczki i szczeniąt ...

Są i takie "hodofle", gdzie permanentnie niedożywiona suczka z trudem rodzi rachityczne szczenięta z "bylejakiego" skojarzenia. Ma dużo szczęścia jeżeli przeżyje ewentualne problemy okołoporodowe - bo nikt jej do weta nie zawiezie - nie warto i koszt zbyt wielki. Jeżeli szczeniaki przeżyją - to niektóre, no w końcu "naturalna selekcja" być musi. Odchowują się te szczeniaki w ciemnym i zimnym kojcu lub klatce, bez kontaktu z człowiekiem - jakieś "jedzenie" wrzucane raz dziennie. Czasem ktoś pomyśli o ich zaszczepieniu ale niekoniecznie. Skończą 6 tygodni - i "do ludzi" za niewielką "okazyjną" lub "promocyjną" kwotę. Jakieś "stowarzyszenie" ewentualnie wyda jakiś "papier", b. często kynologicznie bezwartościowy.
Wreszcie problem z głowy a jakiś zysk jest, w końcu suka i szczeniaki dostają coś do jedzenia (nieregularnie) -  najczęściej otręby zalane rozwodnionym chudym mlekiem...
Dwa mioty w rok, pięć lat i po suce. Jeżeli wcześniej nie zdechnie z wycieńczenia - dobrze, jeżeli wyrzucą do lasu lub zostawią przy drodze. Bywa i tak, że łopatą w łeb - bo kto by tam bezproduktywne bydle trzymał... :(

Do nabywców szczeniąt należy decyzja o wyborze hodowli .....

Polecam:  http://psia-mac.pl/ 

 

macierzynstwo

Avatar Kai Kamińskiej

"Można żyć bez psa, ale nie warto" - Heinz Ruhmann

Jestem właścicielką hodowli "Drapichrust" zarejestrowanej w Oddziale warszawskim Związku Kynologicznego w Polsce od roku 2001. Hoduję wyłącznie Jack Russell Terriery, specjalizując się w odmianie gładkowłosej.
Stronę tą poświęcam wszystkim moim psom...